wtorek, 24 kwietnia 2012

O pierogach słów parę

W przypadku pierogów sprawdza się powiedzenie "trening czyni mistrza". Niektórzy mają do tego smykałkę i przygotowanie ciasta nie sprawia im najmniejszego kłopotu, nawet za pierwszym razem. Inni może smykałki nie mają, ale za to trafili na dobry przepis lub posiedli babciną mądrość. Dla wielu pierogi pozostają jednak daniem pracochłonnym, wymagającym energii i cierpliwości. 
Największym błędem, jaki kiedykolwiek popełniłam przygotowując ciasto na pierogi, było dodanie jajka. Ciasto twardniało, a zagniecenie stawało się męką. 
Trwało też, nim nauczyłam się pierogi napełniać farszem i sklejać w taki sposób, by podczas gotowania nie rozklejały się. 
Za czwartym razem byłam zadowolona z efektu końcowego. 
Oto kilka wskazówek dla osób, które mają dużo wolnego czasu i dość zapału, by zrobić pierogi samodzielnie.
1. Zawsze przesiewamy mąkę
2. Nie dodajemy jajka
3. Dodajemy olej, niekoniecznie oliwę, nie masło
4. Nie zapominamy o odrobinie soli
5. Dolewamy gorącą wodę

Ciasto powinno być miękkie, elastyczne, lekko wilgotne. Jak to uzyskać? Do przesianej mąki stopniowo dolewamy gorącej wody, dodajemy resztę składników. Zagniatamy (uwaga, żeby się nie poparzyć!). Lepiej robić to w dużej misce niż na stolnicy. Stolnica przyda się dopiero do rozwałkowywania ciasta. Proponuję wałkować najpierw jedną, potem drugą część ciasta (tę, która będzie rozwałkowana później, przykrywamy ściereczką). Ciasto powinno być dość cienkie. Szklanką wycinamy kółka, napełniamy farszem, zagniatamy. Układamy na talerzu oprószone mąką lub od razu wrzucamy do gotującej, osolonej wody (z dodatkiem oleju), gotujemy do dwóch minut po ich wypłynięciu na wierzch. 

A teraz pomysły na farsz.

Pierogi lubelskie

Składniki: 
- torebka kaszy gryczanej
- kostka sera białego
- sól i pieprz do smaku
- do wyboru: jedna duża cebula lub mięta (suszona albo świeża)

Przygotowanie:
Ugotowaną kaszę łączymy z białym serem. Dodajemy pokrojoną drobno, zeszkloną na oleju cebulę lub miętę. Doprawiamy.

Pierogi ruskie

Składniki:
- 400 gramów ugotowanych ziemniaków
- 250 gramów białego sera
- 1 duża cebula
- sól i dużo pieprzu

Przygotowanie:
Ugotowane ziemniaku łączymy z serem (można użyć blendera - dzięki niemu powstanie fajna, gładka masa), dodajemy drobno pokrojoną i zeszkloną cebulę, sól i pieprz. Mieszamy. 

Pierogi można jeść także na słodko - z jagodami, malinami, wiśniami. Można podawać je prosto z wody (np. z prażoną cebulą lub ze śmietaną i cukrem), podsmażone (wtedy są chrupiące). To popularne danie kuchni wschodnioeuropejskich jest sycące i smaczne, nigdy nie wychodzi z mody. Samodzielne przygotowanie daje dużo satysfakcji. Warto spróbować.

piątek, 20 stycznia 2012

Naleśniki "Light my fire"

Naleśniki - może nie każdy umie je podrzucać na patelni, ale mało kto potrafi sobie odmówić tego przysmaku. Podać je można na śniadanie (np. z syropem klonowym czy borówkami), na obiad (np. ze szpinakiem i fetą), na deser (np. z serem). Nie często jednak naleśniki stają się "gwiazdą wieczoru" czy "gwoździem programu". No, może pomijając pyszne, aczkolwiek nieco snobistyczne crepe Suzette...
Naleśniki amerykańskie mają mniejszą średnicę, są bardziej puszyste, dodaje się do nich proszek do pieczenia i smaży na suchej patelni. Inną odmianą naleśników jest meksykańska tortilla (uwielbiam!), jeszcze inną - rosyjskie bliny, do wyrobu których używamy drożdży. W Polsce najpopularniejsze są cienkie i delikatne naleśniki francuskie. 
Osobiście najbardziej lubię naleśniki z kasztanami, lekko podgrzane i oprószone cukrem pudrem. Jednak kiedy zależy mi, by zrobić na gościach wrażenie, przygotowuję naleśniki "Light my fire". Są nie tylko smaczne, ale i baaardzo efektowne. 
Przygotowanie nie jest wcale skomplikowane. 
Potrzebujemy:
- 2 szklanek mąki
- 1,5 szklanki mleka
- szklankę wody
- 2 jajka
- łyżeczkę oliwy
- szczyptę soli

Na nadzienie (na 5-8 naleśników)
- 2 kostki białego sera
- 2 opakowania waniliowego serka homogenizowanego (lub jogurtu naturalnego/śmietany i cukru do smaku)
- cukier waniliowy (dowolna ilość)
opcjonalnie: ulubione bakalie lub skórka pomarańczowa

Na polewę:
- tabliczka gorzkiej czekolady
opcjonalnie: garść migdałów lub skórki pomarańczowej

Do dzieła.
Do dużej miski wsypujemy mąkę, wlewamy mleko i wodę, olej, sól, wbijamy jajka. Ja wbijam od razu białka i żółtka, ale jeśli chcemy mieć naleśniki bardziej puszyste, możemy oddzielić białka i ubić je na sztywną pianę, którą będziemy stopniowo dodawać do ciasta. 
Miksujemy, żeby uniknąć powstania grudek. Ciasto nie powinno być zbyt rzadkie. W razie potrzeby dodajemy mąki. 
Patelnię dobrze nagrzewamy i natłuszczamy olejem, ale na powierzchni patelni nie powinno być plam oleju. Naleśniki to nie racuchy, które muszą się smażyć w głębokim tłuszczu. 
Smażymy dość cienkie placki. Jak ja lubię podjadać gorące naleśniki...
Po skończeniu smażenia przystępujemy do przygotowania nadzienia. Ser rozdrabniamy (wystarczy widelcem), dodajemy serek lub jogurt, dosładzamy, ewentualnie wsypujemy bakalie (zalane wcześniej wrzątkiem i odcedzone). Porcje sera układamy na naleśnikach i zawijamy. Ja składam w trójkąty, ale można zwijać w rulony czy w koperty. 
W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę. Polewamy nią złożone naleśniki. Ewentualnie posypujemy migdałami lub skórką pomarańczową. Wstawiamy do lodówki.
Przed postawieniem deseru na stole skrapiamy czekoladową skorupkę spirytusem. Wystarczy niewielka ilość. Następnie - podpalamy. Ogień będzie palił się przez kilkanaście sekund, może pół minuty. Wniesienie płonącego deseru do ciemnego pomieszczenia daje niesamowity efekt. Migocący płomień tłumaczy nazwę deseru "Light my fire" ;) 
Jeśli nie chcecie zbytnio się napracować, a stworzyć coś wyjątkowego, czego Wasi goście długo nie zapomną - gorąco (w tym wypadku to odpowiednie słowo) polecam "Light my fire". Smacznego :)

niedziela, 25 grudnia 2011

Śledzie codzienne tudzież odświętne

Śledzie to ryby niezastąpione na świątecznym stole - czy to w Wigilię, czy podczas Szabatu. Są popularne w wielu kuchniach świata, ze szczególnym uwzględnieniem polskiej, żydowskiej i rosyjskiej. Przygotowuje się śledzie w occie, śmietanie, musztardzie, miodzie, oleju... Można rzec, że co kraj, a nawet co dom - to obyczaj. 
Osobiście preferuję śledzie w oleju i takie przygotowuję najchętniej, najczęściej. Nie czekam na dni świąteczne, a mimo to śledzie mi się nie znudziły (nie przejadły). Lubię kombinować. 
Przedstawiam przepis najczęściej wykorzystywany.

Do przygotowania śledzi klasycznych - dobrych na co dzień i od święta, potrzebujemy:
- pół kilograma matiasów
- litr wody
- pieprz do smaku
- łyżkę kolendry
- pęczek koperku
- jedna średnia lub duża cebula pokrojona w drobną kosteczkę lub 5 ząbków czosnków pokrojonych w plasterki
- opcjonalnie trzy plasterki cytryny
- olej


Matiasy umieszczamy w misce i zalewamy wodą. Wymaczamy, sprawdzając ich słoność. Ważne jest, by nie wypłukać całej soli. 
Odlewamy wodę, śledzie przecinamy wzdłuż, następnie na mniejsze kawałki i ponownie układamy w misce. Dodajemy pieprz, kolendrę, cebulę lub czosnek, posiekany koperek. Następnie zalewamy olejem/oliwą, mieszamy i przekładamy do słoika, ewentualnie dodajemy cytrynę. Dolewamy jeszcze oleju. Zakręcamy i wstawiamy do lodówki przynajmniej na dobę. 


Ryby są zdrowe, a śledzie dodatkowo zaliczają się do ryb koszernych. Warto więc pamiętać o nich przygotowując świąteczną (chrześcijańską lub żydowską) kolację. Nie musimy jednak wykluczać śledzi z codziennego menu.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Chanukowe latkes

Trzeci miesiąc w kalendarzu hebrajskim to Kislew. W tym właśnie miesiącu (mniej więcej w połowie grudnia) obchodzone jest jedno z najważniejszych świąt żydowskich - Chanuka, czyli święto świateł.
Jest to święto wesołe i rozświetlone - codziennie przez osiem dni zapalane są świece (pierwszego dnia jedna, następnego dwie i tak dalej) na specjalnym świeczniku zwanym chanukiją (w przeciwieństwie do typowej menory, chanukija ma 9 ramion). Chanuka upamiętnia cud oliwny - Machabeuszom wystarczyło świętej oliwy na osiem dni, choć zachowany dzbanuszek powinien wystarczyć raptem na jeden dzień. Właśnie oliwa stała się symbolem święta Chanuka. Przygotowywane na świąteczne dni potrawy smażone są właśnie na oliwie. Do najbardziej popularnych należą pączki oraz latkes - placki ziemniaczane.
Dziś podaję przepis właśnie na chanukowe latkes.
Istnieje wiele przepisów na te placki. Można przyrządzać je z dodatkiem marchewki, pietruszki, cebuli, czosnku... Najważniejszym składnikiem są jednak ziemniaki.

Do przygotowania latkes (mojej wersji) potrzeba:
-5-6 średnich ziemniaków
-3 ząbki czosnku
-2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
-pieprz i sól do smaku
-jedno jajko
-olej


Ziemniaki płuczemy, obieramy i ścieramy na tarce. Zostawiamy na parę minut na sicie. Solimy i dodajemy pieprz, mąkę, jajko, wyciśnięty czosnek. Mieszamy. 
Na patelnię wylewamy olej. Gdy będzie dobrze nagrzany, wykładamy partie masy ziemniaczanej. Rozprowadzamy, tworząc cienkie placki. Pieczemy, aż placki będą ciemnozłote. Uwaga - lubią się przypalać!  


Gotowe latkes przekładamy na ręcznik jednorazowy i odsączamy. Następnie układamy na talerzu i polewamy  kwaśną śmietaną. Można posypać natką pietruszki. 

Zamiast czosnku można dodać jedną sporą cebulę - startą lub bardzo drobno posiekaną.

Jak Chanuka - to latkes. Przed tradycją, zwłaszcza tak smaczną, nie warto się bronić. A nawet jeśli nie świętujecie Chanuki - plackami można się delektować bez względu na okazję.

sobota, 17 grudnia 2011

Maca


Maca to jeden z moich największych przysmaków. Traktuję ją jako podstawę kanapek, smarując na przykład pastą z bobu. Wykorzystuję także do zrobienia kneidlach - kulek z macy, dodawanych do rosołu.

Maca jest rodzajem chleba, przygotowywanym bez drożdży i bez zakwasu. Żydzi jadają macę w święto Pesach, ale jej utrzymująca się od ładnych paru dekad popularność wykracza poza to jedno święto.
Przygotowanie macy nie jest skomplikowane. 

Potrzebujemy:
- 2 szklanek mąki pszennej
- niepełną szklankę wody
Wiele osób poprzestaje na tych składnikach, ale ja dodałam jeszcze odrobinę pieprzu.
Z mąki i wody zagniatamy gładkie, elastyczne ciasto. Cienko je rozwałkowujemy. Dzielimy na mniejsze części, każdą z nich dwustronnie i gęsto nakłuwamy widelcem.
Z plackami możemy postąpić na dwa sposoby: albo umieszczamy je w nagrzanym piekarniku i pieczemy 15-20 minut albo układamy je na suchej patelni. Osobiście preferuję druga metodę.

Gotową macę - najlepiej jeszcze ciepłą - lubię posmarować masłem (na ciepłym placku tak fajnie się roztapia...), posypać odrobiną soli i położyć na wierzchu kilka plasterków czosnku. Coś wspaniałego!

poniedziałek, 28 listopada 2011

Łosoś pieczony w cieście francuskim

Uwielbiam ryby i nie wyobrażam sobie wykluczenia ich ze swojego jadłospisu. 
Ryby występują pod różnymi postaciami w większości kuchni świata. Słodkowodne i morskie. Pieczone, smażone, grillowane, gotowane, surowe. 
Zawierają cenne witaminy A i D oraz mikroelementy. Łowienie ryb nie jest tak krwawe jak polowania, więc i związane z nim skojarzenia są lepsze - co dla miłośników przyrody nie jest bez znaczenia. 
Ryby są koszerne - poza nielicznymi wyjątkami (jak panga, jesiotr czy węgorz). Ponieważ zazwyczaj nie uznaje się ryb za pokarm mięsny, można łączyć je z produktami mlecznymi - np. z twarożkiem. Postanowiłam skorzystać z tej apetycznej możliwości.
Moja propozycja na dzisiaj to łosoś pieczony w cieście francuskim. 

Do przygotowania potrzeba:
- 2 opakowania łososia kanapkowego
-1 opakowanie ciasta francuskiego
-1 opakowanie serka śmietankowego (polecam Almette)
-szczypiorek
-pieprz
-jedno jajko
-zioła prowansalskie (Kamis ma w swojej ofercie gotową mieszankę - koszerną!)

No to do roboty. W miseczce mieszamy serek z drobno posiekanym szczypiorkiem i pieprzem. Pieprzu dodajemy ile chcemy - ja go nie skąpię. Następnie kroimy ciasto francuskie na prostokąty. Na każdym prostokącie kładziemy kawałek łososia i łyżkę odpowiednio przygotowanego serka. Zawijamy, z jednej strony mocno dociskając widelcem - wzmocni to złączenie i stworzy ładny wzorek. 
Każdy kawałek smarujemy rozkłóconym jajkiem i posypujemy ziołami prowansalskimi. Ich piękny zapach będzie unosił się w całej kuchni. 
Układamy na blasze wyłożonej papierem pergaminowym i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pieczemy około 20 minut, aż ciasto będzie ciemnozłote. 
Podajemy na ciepło lub po przestudzeniu. Tak i tak smakuje świetnie. Uwielbiam tę chrupkość... 

Czasami przygotowuję łososia w cieście francuskim w jeszcze inny sposób. Zamiast serka dodaję plasterki czosnku. Układam je na łososiu sprószonym delikatnie pieprzem. Jeden i drugi wariant dobrze komponuje się z winem. 


Łosoś w cieście francuskim może być rewelacyjną przystawką lub przekąską. Większe porcje, otoczone na talerzu surówką, można podawać także jako danie główne. Przygotowanie nie jest skomplikowane, ani pracochłonne. Kawałki łososia w cieście stanowią świetną alternatywę dla kanapek bankietowych. 

piątek, 25 listopada 2011

Czekolada pierniczkowa - słodka pokusa

Istnieją dwie zasady: po pierwsze - kobiety zawsze mają miejsce na deser. Po drugie - trzeba sobie osładzać życie. Wniosek? Nie ma co walczyć ze słodką pokusą.
Czekolada jako taka nie występuje w przyrodzie. Jest wyrobem cukierniczym, powstałym m.in. z miazgi kakaowej. Pamiętajmy, że im bardziej gorzka, tym więcej w niej kakao.
Pomimo wysokiej kaloryczności czekolada jest zdrowa - bogata w magnez. W czasie wojny w Wietnamie regularnie dostarczano ją amerykańskim żołnierzom, na wzmocnienie.
Warto wiedzieć, że czekolada zawiera pewne ilości składników o działaniu (lekko) psychoaktywnym, m.in. fenyloetylaminę, wpływającą pozytywnie na nastrój, zwiększającą wytrzymałość i odporność organizmu.
Cukiernicy potrafią robić z czekoladą i z czekolady prawdziwe cuda.
Najpopularniejsze są tabliczki czekolady - gorzkiej, deserowej, mlecznej, białej. Występują z rozmaitymi nadzieniami i dodatkami. Pyszne są też czekoladki, umieszczane w atrakcyjnych pudełkach, projektowanych często przez znanych artystów.
Sympatię czekoladoholików zyskała czekolada pitna, a torty czekoladowe...któż potrafi im się oprzeć?
Podobno najlepsze są czekolady belgijskie. Ja przez wiele lat byłam fanką marek Lindt i Wedel, obecnie moje uznanie zyskały (koszerne!) wyroby Mauxion.
Wielbiciele czekolady, zainteresowani jej historią i metodami wyrobu, zjeżdżają z całego świata do Muzeum Czekolady w Kolonii. To musi być naprawdę słodka przygoda.

Przygotowałam dzisiaj czekoladę pitną - pierniczkową. Taka mała rozpusta. 
Potrzebowałam (na 2 porcje):
-półtorej tabliczki czekolady deserowej (mleczna byłaby za słodka)
-półtorej łyżki miodu
-czubatą łyżeczkę imbiru
-łyżeczkę cynamonu
-2 1/2 szklanki mleka


Najpierw w kąpieli wodnej rozpuściłam pokruszoną czekoladę. Na specjalne życzenie jednego z Czytelników wyjaśniam co to znaczy "w kąpieli wodnej". Otóż do dużego garnka nalewam wodę (niedużo). Mniejszy garnek umieszczam nad nim. Para z gotującej się w większym garnku wody ogrzewa dno mniejszego garnka, doprowadzając do roztopienia jego zawartości. Zapobiega to przypaleniu tego, co roztapiamy. Jest bezpieczniejsze i wygodniejsze.
Do roztopionej czekolady dolewam mleko, dodaję miód i przyprawy. Mieszam do uzyskania płynnej, aksamitnej konsystencji.
Przelewam do szklanek, kubków lub filiżanek. Dekoruję małymi pierniczkami.

Nie jest mitem, że czekolada dobrze wpływa na nastrój. Może być słodką nagrodą lub słodkim pocieszeniem. Może też wypełnić swoim smakiem chwilę wytchnienia, na którą każdy z nas zasługuje.